„Z CZEGO SIĘ CHLUBISZ?”

January 22, 2017

 

„Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Bo ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie.” [Gal 6,14 BT].

 

Co dzisiaj myślimy o krzyżu, na którym zawisł i umarł nasz Pan i Zbawiciel? Czy w ogóle pamiętamy o Nim? Chodzimy, co prawda, do kościoła. Byliśmy tam chrzczeni w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Zwiemy się Chrześcijanami (Chrześcijankami) lub po prostu dziećmi Bożymi. Ale co i czy w ogóle myślimy o krzyżu Pana?

 

Warto przyjrzeć się postawie apostoła Pawła, który chlubił się jedynie tym, że dzięki ukrzyżowaniu Pana naszego, świat stał się dla niego  bezsensowny. Stał się nowym stworzeniem. Jak myśli i zachowuje się człowiek nowonarodzony? Mamy w Piśmie Świętym relację  z pierwszej ręki. Apostoł Paweł napisał o tym między innymi w liście do Galatów.

 

Co miał na myśli pisząc ten list? Apostoł Paweł zdecydowanie zadeklarował się, że jedyną prawdą, w którą wierzy, jeżeli chodzi o zbawienie jego duszy, jest śmierć Pana Jezusa na krzyżu w celu zadośćuczynienia Bożego Prawa grzechu, którego zapłatą jest śmierć. Pan Jezus na krzyżu wziął grzechy Apostoła Pawła i całego świata na siebie.

 

Inni mogą szukać zbawienia gdzie indziej – ale nie Apostoł Paweł, który zdecydowanie, bez cienia wątpliwości, zawierzył ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa. Czy my też wierzymy w Krzyż Jezusa Chrystusa, czy też w samych siebie lub w pokropienie święconą wodą?

 

Jest to bez wątpienia bardzo istotna sprawa.  Sprawa życia i śmierci. Nieba lub piekła. Radości lub smutku. Błogosławieństwa lub przekleństwa. Śmierci i życia.

 

Co więc możemy odpowiedzieć na pytanie: „Co myślisz o Krzyżu, na którym umarł nasz Pan i Zbawiciel”?

 

Zauważmy, że Apostoł Paweł nie podkreślał swojej narodowości – wybranego przez Boga narodu żydowskiego. Nie chlubił się z tego powodu, że był super Żydem. Wybranym wśród najlepszych. Nie podkreślał, że jego praprzodkiem był Abraham, że był obrzezany, że niejako był o wiele lepszym człowiekiem, niż nie-Żyd.

 

Nie chlubił się osiągnięciami w służbie ewangelicznej. Chociaż pracował więcej i ciężej niż którykolwiek z apostołów. Nikt nie głosił więcej kazań, założył więcej kościołów, podróżował do tylu odległych miejsc, zanosząc Ewangelię jako pierwszy do Europy.

 

Nie mówiąc o najprzeróżniejszych trudnościach i kłopotach, które przezwyciężył. Nie ma i nie było nikogo, kto by więcej wniósł do rozpowszeniania Słowa Bożego na cały ówczeny świat. A jednak Apostoł Paweł nie chlubił się tym, nie podkreślał swoich osiągnięć, nie porównywał się z innymi, nie ganił tych, co nie mieli podobnych wyników.

 

Nie podkreślał swojej wiedzy i wykształcenia. A był uczniem samego Gamaliela, jednego z siedmiu najbardziej cenionych wtedy nauczycieli Prawa. Po nawróceniu się, Duch Święty dał mu jeszcze większe umiejętności w głoszeniu Słowa i jego zapisywaniu. Posiadał podwójne umiejętności – nauczania i pisania.

 

Umiał dyskutować i rozumować zarówno z Żydami, jak i nie-Żydami. Mógł debatować z niewierzącymi w Koryncie, jak również z Żydami w Jerozolimie lub zadufanymi w sobie Galatami. 

 

Apostoł Paweł nie chlubił się ilością założonych kościołów, ilością osób, których ochrzcił w imieniu Pana Boga, Jego Syna i Ducha Świętego, ilu ludzi mianował na stanowiska w kościołach –  starszych, diakonów czy też biskupów.

 

Tymoteusz i Tytus byli powołanymi do służb przez Apostoła Pawła. On wprowadził ich w tajniki służb i obowiązków z nimi związanych. Ale czy kiedykolwiek chlubił się z tego, że powołał właściwych wiernych i im powierzył służby? Nigdy.

 

Wreszcie był porwany do trzeciego nieba  i słyszał niesłychane głosy, których nie da się opisać, ani powtórzyć.

 

Czy chlubił się tym wszystkim? Nigdy! Ani razu!

 

Czy nie była to wspaniała postawa człowieka nowonarodzonego? Nie tracił czasu na uczestnictwo w seminariach motywujących i uczących, jak szybko i pewnie odnosić ewangeliczne sukcesy. Jego prywatnym nauczycielem był Duch Święty, a celem nie była sława, „sukces”, stanowsko czy pieniądze, ale głoszenie  Jezusa ukrzyżowanego.

 

Czy miał jakieś mniej lub bardziej ukryte motywy polityczne powołując Tymoteusza i Tytusa do służb? Nic nie wiemy na ten temat. Wiemy natomiast, że potrafił przeciwstawić się publicznie Apostołowi Piotrowi za to, że przestraszył się przybyszy z Judei nauczających, że „bez poddania się obrzezaniu nie można być zbawionym” i przestał jadać z Grekami, którzy byli nieobrzezani. Apostoł Paweł miał w sobie moc Bożą, dzięki której mógł postawić sprawę na ostrzu noża.

 

„Gdy następnie Kefas (Piotr) przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się odsuwać i trzymać z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłęm, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: „Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz wśród obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, to jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich” [Gal 2 (1-14)].

 

Pan Bóg nie znosi kompromisów. Albo jesteśmy z Nim, albo przeciwko Niemu.

 

Ewangelia znalazła się w Antiochii na historycznym zakręcie. Zdecydowane postawienie sprawy przez Apostoła Pawła wobec wszystkich doprowadziło do  spotkania apostołów w Jerozolimie, zwanego pierwszym soborem [Dz. A. 15] i do podjęcia decyzji w kilku sprawach wiary dotyczących zasad chrześcijańskiego życia.

 

A Apostoł Paweł napisał w liście do Rzymian: „Bo ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka” [Rz 1,16].

 

Apostoł zdawał sobie doskonale sprawę z potrzeby usprawiedliwienia, pisząc dalej: „Albowiem gniew Boży objawia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy poprzez nieprawość nakładają prawdzie pęta.”[Rz 1,18].

 

To nakładanie prawdzie więzów ma ten sam sens co cenzura i stanowi esencję „politycznej poprawności”, używając współczesnego języka. Nie wiem ile osób wie, że o „politycznej poprawności” czyli cenzurze ostrzegał i potępiał ją Pan Bóg w Piśmie Świętym. Ten „stary” zbiór Słowa Bożego, zwany Biblią, jest skarbnicą Bożych mądrości, do mądrości której twórcy różnych świeckich teorii, ciągle zmieniających się, ciągle udoskonalanych,  nie sięgają nawet do pięt.

 

Poprzez nieprawość nakładają prawdzie pęta, napisał Apostoł Paweł. Co to jest ta nieprawość? O jakim prawie tu mówimy? Poprzez przedstawienie bardzo złych konsekwencji nieprawego życia, Pan Bóg ujawnia co się wtedy stanie z nami, gdy pójdziemy nieprawą drogą zamykając Bożej prawdzie usta. Konsekwencją wybrania tej drogi jest gniew Boży.

 

A w rezultacie „Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą zamienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy który jest błogosławiony na wieki. Amen.[Rz 1 (24-25)].

 

„Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie,

mężczyźni z mężczyznami uprawiając bewstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.”[Rz 1, 27-28]. Zapłatą za zboczenie jest Boży gniew. Ludzie tłumią Bożą prawdę i poprzez odrzucenie  Bożych praw sprowadzają go na siebie.

 

Niemalże codziennie dowiadujemy się, że zmarła jakaś „gwiazda” obecnej kultury, zwykle tragicznie, z powodu używania narkotyków i innych używek, a prowadząca najczęściej w ukryciu styl życia sprzeczny z naturą. Pan Bóg nie zsyła zła na ten świat, nic co by szkodziło ludziom, ale pozwala nam samym zaaplikować sobie zło, jeżeli tego chcemy. Bóg dam nam wolną wolę.

 

Wielu słabo wierzących lub niewierzących stwierdza stanowczo, „że gdyby Bóg był,  to by nie dopuścił do tego czy tamtego”. Poświadomie, wypowiadając takie zdanie, potwierdzają jednak, że wierzą w Boga, skoro stawiają Mu zarzuty. Nie stawiają bowiem zarzutów myszce Mickey Mouse czy Kaczorowi Donaldowi czy Marsjanom.

 

Nieznajomość Pana Boga i Jego Słowa jest ewidentna w takich stwierdzeniach. Ludzie wykańczają się często sami. Kierowca samochodu może być nietrzeźwy, na narkotykach, po nieprzespanej nocy, chory, itd., ale gdy spowoduje kraksę i zginie kilka osób, to wina jest często przypisywana Panu Bogu, który dopuścił do tej katastrofy.

 

„Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli sądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość”[2 Tes 2,11]. Niewiara w Pana Boga i Jego Prawa jest pułapką dla ludzi, którzy poddali się szatanowi. W swoim czasie ukarzą się sami dzięki własnym nieprawym namiętnościom prowadzącym do działania na własną zgubę.

 

Już w Ogrodzie Eden Pan Bóg powiedział Adamowi:” Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać do woli, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz niechybnie umrzesz”[ Ks R 2, 16]. A szatan rzekł do niewiasty:”Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” [Ks Rodz. 3 (4-5)].

 

Adam i Ewa ponieśli duchową śmierć poprzez uwierzenie szatanowi, a nie Panu Bogu. W rezultacie zostali wygnani z Ogrodu, a ich potomstwo nie było podobne do Pana Boga, ale do Adama.

 

Co miał na myśli Apostoł Paweł głosząc chlubę w śmierci Pana Jezusa na krzyżu? O jaki krzyż tu chodzi? Czy o ten, o którym wspomniał Pan Jezus mówiąc „weź swój krzyż i podążaj za mną”?

 

Nie o tym krzyżu myślał, ponieważ ten krzyż był przenośnią mającą na celu zachęcenie, aby śmiało zaryzykować w naśladowaniu Pana Jezusa. Mówiąc to nie był jeszcze ukrzyżowany, więc nie mogło to oznaczać Jego śmierci na krzyżu.

 

Apostoł Paweł głosząc chlubę w ukrzyżowaniu Pana Jezusa miał na myśli całkowitą zapłatę za wszystkie nasze grzechy. Dlatego wielokrotnie głosił tę fundamentalną doktrynę chrześcijańską, powtarzając wielokrotnie, że Pan Jezus umarł, aby uratować nasze dusze. „Przekazałem wam na początku to, że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie w Pismem i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, a później zjawił się więcej niż pięciuset braciom jednocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli” [1 Kor 15,3 BT].

 

„ Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego [1 Kor 2,2]. Apostoł nigdy nie był zmęczony głoszeniem Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego.

 

Bądźmy ostrożni, gdy spotykamy się z religią, w której mało się słyszy na temat Krzyża i wiary w Chrystusa Jezusa, która jest niezbędna do zbawienia. Kiedy Chrystus ukrzyżowany nie jest głoszony, trzeba uważać na takie miejsce.

 

Można przeczytać wiele religijnych książek, w których mamy wiele informacji o Jezusie Chrystusie, ale nie o tym co stało się na krzyżu. Wiele zostało napisane na temat życia pobożnego, uwielbienia, różnych sakramentów, zasad dochodzenia do perfekcyjnego życia chrześcijańskiego, itd., ale sprawa krzyża jest pozostawiana na boku, albo przedstawiana w sposób nie-biblijny.  „Pan Jezus cię kocha, zaproś go do twego serca, wypowiedz kilka zdań, powtórz po mnie i jesteś zbawiony(a).”  A Pan Jezus sam powiedział: „Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje [Jan 15,16].

 

Dlaczego Chrześcijanie powinni chlubić się w Krzyżu Chrystusa, a tego nie czynią? Być może nie widzą nic w nim pożytecznego. Widzą zaś ból, upokorzenie i degradację.   Nie widzą żadnej korzyści z tej śmierci połączonej z  niesamowitym cierpieniem. Zapominają, że Jezus Chrystus był zdradzony przez najbliższego ucznia i skazany na straszną śmierć bez żadnej winy. Zraniony biczowaniem, z cierniową koroną na głowie, ręce i nogi przekłute gwoździami, bok przekłuty przez ostrze dzidy.

 

Wszyscy czterej apostołowie – Mateusz, Marek, Łukasz i Jan opisali ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa i dlatego ranga tego wydarzenia nie powinna zostać zlekceważona. Zostało ono bowiem przepowiedziane przez proroków w jednym celu, aby spełnił się Boży plan zbawienia grzeszników. Niewyobrażalna przez człowieka Boża mądrość, aby zaplanowane przez Boga zbawienie mogło nastąpić poprzez Krzyż. Wśród setek, oto kilka przykładów proroctw, które się wypełniły: ST: Iza 53,12 > NT: Mt 27,(27-28);  ST: Iza 9,6 > NT: Jan3,16, Rz 8,32; ST: Zach 12,10 > NT: Jan 19 (34-37).

 

Zapominamy, że to straszne cierpienie i śmierć były konieczne, aby człowiek mógł zostać zbawiony. Jezus Chrystus wziął na siebie nasze grzechy, został ubiczowany i powieszony za nas jako zapłatę za nasze grzechy i nasze życie wieczne. Inaczej, przepaść pomiędzy nami a Bogiem byłaby nie do przeskoczenia. Opisuje tę przepaść własnymi słowami Pan Jezus w historii „Bogacza i Łazarza”[Łuk 16,9n].

 

Zapominamy też, że Chrystus poświęcił się wypełniając wolę Ojca. Na końcu, na krzyżu wypowiedział słynne słowa:”Dokonało się”[Jan 19,30]. Czy będziemy kiedykolwiek w stanie pojąć Ojca miłość, który poświęcił swojego jedynego syna, aby Jego sprawiedliwość mogła być zaspokojona? Wiadomo, że karą za grzech jest śmierć, stąd też śmierć Jezusa Chrystusa była konieczna, aby tak się dokonało.

 

Pan Bóg udowodnił jak bardzo nienawidzi grzechu. Mieliśmy potop, Sodomę i Gomorę czy wreszcie 40 lat wędrówki Żydów po pustyni.  Tylko krew i Krzyż Pana Jezusa Chrystusa mogła zmyć nasze grzechy i odnowić relacje z Panem Bogiem. Dlaczego? Bo Pan Bóg jest sprawiedliwy i jego sprawiedliwość musi być zadośćuczyniona. Dzisiejszy kościół kładzie nacisk na Bożą miłość i łaskę, a nie na Bożą sprawiedliwość, pomimo tego, że Apostoł Jan napisał:”Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości [1 Jan 1,9].

 

Apostoł Jan nie napisał, że Bóg jako wierny i łaskawy i miłosierny odpuści nam, ale zrobi to,  bo kara za grzech została zapłacona przez Pana Jezusa na Krzyżu i dzięki Bożej sprawiedliwości jesteśmy zwolnieni z kary, jeżeli wyznajemy nasze grzechy i za nie żałujemy i pokutujemy. Nie dzieje się tak automatycznie, stąd wiele osób, które nie znają Jezusa Chrystusa i Krzyża nie wie co należy zrobić.

 

Krzyż jest fundamentem ewangelizacji. Nie da się go zastąpić pięknymi ornamentami w kościele, wspaniałą muzyką i uwielbieniem, świetnymi mówcami znającymi Pismo Święte, organizowaniem zbiórek na pomoc biednym i potrzebującym. Dumne serca uczestników pozostaną be zmian. Cierpiące serca nie będą pocieszone. Smutne serca nie będą się radować. Kazania na temat wieczerzy Pańskiej czy postu i komunii nie zastąpią kazań na temat Krzyża. Ukrzyżowany Jezus Chrystus jest bowiem symbolem uczynku dobra dla ludzi.

 

Głodnemu złote ornamenty nie zastąpią jedzenia. Gdy Pan Jezus jest zastąpiony czymś innym, to taki kościół przestaje być użyteczny. Krzyż stanowi centrum jednoczącym wszystkich Chrześcijan. Bez względu na zewnętrzne różnice rozmaitych denominacji, musimy sobie zadać pytanie:  „Czy chlubimy się w Krzyżu Chrystusa?” Jeżeli tak, to jesteśmy braćmi czy siostrami. A jeżeli nie, to łączy nas tylko zewnętrzny wystrój,  blichtr ludzkiego działania. Tylko dzięki działaniu Ducha Świętego mamy jedność w chlubie z Krzyża.

 

Jeżeli prowadzimy grzeszny, światowy styl życia i zapominamy o naszej duszy, to może w jakiej chwili słabości przypomnimy sobie,  że Pan Jezus umarł za nasze grzechy i istnieje szansa na nowe,wspaniałe, życie wieczne. „A świadectwo jest takie:  że Bóg dał nam życie wieczne, a życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia”[1 Jan 5 (11-12)].

 

Przyjdźmy więc do Krzyża, bo On nas kocha do tego stopnia, że wziął na siebie moje i twoje grzechy. Tylko On może nas zbawić. Napisał o tym również Święty Łukasz w Dziejach Apostolskich:

 

„A wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł [strażnik]: ”Panowie [do Pawła i Sylasa], co mam czynić, aby się zbawić?” „Uwierz w Pana Jezusa – odpowiedzieli mu – a zbawisz siebie i swój dom”. Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej samej godziny w nocy wziąl ich ze sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swoim domem” [Dz. Ap. 16 (30-33)].

 

Potwierdzając w ten sposób słowa naszego Pana i Zbawiciela:

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który  mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd. Lecz ze śmierci przeszedł do życia”[Jan 5,24].

 

Piotr Chwalisz 

Please reload

Ostatnio dodane

February 16, 2018

February 10, 2018

September 30, 2017

August 20, 2017

Please reload

Archiwum
Please reload

  • Facebook Basic Square
  • YouTube Social  Icon

PRAWDA MA ZNACZENIE

© 2015 by PMZ. 

  • YouTube Social  Icon
  • Facebook Clean Grey
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now